You are currently viewing Edukacja włączająca – gdzie jesteśmy, dokąd  zmierzamy…

Edukacja włączająca – gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy…

  • Post category:Artykuły

Trudno pisać o zjawisku, które nie ma definicji, ani założeń prawnych. Edukacja włączająca bowiem nie jest zdefiniowania przez ustawodawcę, pomimo posługiwania się tym terminem w licznych wypowiedziach osób stanowiących założenia polskiej edukacji.

 Oczywiście mamy wyjaśnienia i niejako z założenia „definicję”, określającą edukację włączająca, nazywana także inkluzyjną, jako podejście w procesie kształcenia i wychowania, którego celem jest zwiększanie szans edukacyjnych wszystkim dzieciom i młodzieży poprzez zapewnianie im warunków do rozwijania indywidualnego potencjału i pełne włączenie w życie społeczne. Wdrożenie edukacji włączającej w polskim systemie oświaty jest konsekwencją regulacji prawnych obowiązujących w Unii Europejskiej oraz ratyfikowanych przez Polskę międzynarodowych konwencji i porozumień, takich jak np. Deklaracja z Salamanki – Wytyczne dla Działań w zakresie Specjalnych Potrzeb Edukacyjnych i Konwencja ONZ o prawach osób niepełnosprawnych.

Zatem już z tego krótkiego opisu widać wyraźnie, iż włączanie nie odnosi się tylko do dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością, ale do wszystkich tych, których określamy jako „dzieci, wychowankowie i uczniowie o specjalnych pojęciach edukacyjnych”. Czyli patrząc z punktu widzenia aktualnie obowiązujących regulacji prawnych, to 12 grup uczniów, których owe potrzeby wynikają m.in. z:

  • z niepełnosprawności;
  • z niedostosowania społecznego;
  • z zagrożenia niedostosowaniem społecznym;
  • z zaburzeń zachowania lub emocji;
  • ze szczególnych uzdolnień;
  • ze specyficznych trudności w uczeniu się;
  • z deficytów kompetencji i zaburzeń sprawności językowych;
  • z choroby przewlekłej;
  • z sytuacji kryzysowych lub traumatycznych;
  • z niepowodzeń edukacyjnych;
  • z zaniedbań środowiskowych związanych z sytuacją bytową ucznia i jego rodziny, sposobem spędzania czasu wolnego i kontaktami środowiskowymi;
  • z trudności adaptacyjnych związanych z różnicami kulturowymi lub ze zmianą środowiska edukacyjnego, w tym związanych z wcześniejszym kształceniem za granicą.

W praktyce szkolnej edukacja włączająca – przynajmniej teoretycznie jest faktem. Nie ma bowiem dziś przedszkola czy szkoły, gdzie nie odnajdziemy uczniów, do których pasuje owa „wyliczanka”. Ale czy rzeczywiści można mówić o włączaniu czy raczej o wspólnym przebywaniu uczniów z tak różnorodnymi potrzebami w jednej przestrzeni…Czy zgodnie z przytoczona na wstępie ideą następuje „zwiększanie szans edukacyjnych wszystkim dzieciom i młodzieży poprzez zapewnianie im warunków do rozwijania indywidualnego potencjału i pełne włączenie w życie społeczne?” Niestety, najczęściej nie! Oczywiście budujemy ten system powoli, w zasadzie siłami nauczycieli, dyrektorów szkół, władz oświatowych różnego szczebla oraz samych rodziców. Jednak potrzeby są w zasadzie przeogromne. Brakuje ciągle wspierającego systemu diagnoz, dostatecznego wsparcia specjalistów i różnego rodzaju terapeutów,  wsparcia instytucji zewnętrznych spoza systemu edukacji czy dostosowanej przestrzeni a nade wszystko przygotowania mentalnego kadr. Nie ma wsparcia dodatkowej osoby czy specjalisty w procesie lekcyjnym w innych  przypadkach niż uczniowie ze spectrum autyzmu czy z niepełnosprawnościami sprzężonymi. Nie ma swobody w zakresie bieżącej zmiany w zakresie liczby godzin obecności „współorganizującego”, w zależności od zmieniających się, aktualnych potrzeb ucznia; brakuje wsparcia technicznego (jakże często pomoce nauczyciel musi przygotować samodzielnie – wydrukować, pociąć czy zalaminować), trwoniąc swój potencjał; indywidualizacja rozbija się o liczbę uczniów – w szkołach średnich ekonomia stawia na ponad trzydziestoosobowe klasy a i w edukacji zintegrowanej bywa po 29 uczniów; nauczyciele pracują w kilku placówkach, w godzinach ponadwymiarowych, zapewniając obsadę za brakujących kolegów i koleżanki ale w zamian za to, nie sposób spotkać się zespołowo; nie potrafimy efektywnie współpracować z rodzicami – nikt nas tego na studiach nie uczył; mamy nadmiar wiedzy merytorycznej z poważnymi brakami metodycznymi, szczególnie z zakresu owej „indywidualizacji” czyli wykorzystania zasobów, które posiadają nasi wychowankowie. Nie mamy narzędzi, do radzenia sobie z coraz powszechniejszymi zjawiskami przejawów różnorodnych zaburzeń w postaci zachowań przemocowych, agresywnych czy autoagresywnych. Przy braku współpracy z rodzicami, kierujemy sprawę do sądu rodzinnego i opiekuńczego i tam sprawa „utyka” na kilka miesięcy lub lat.  Jakże często „szanse edukacyjne” są zaprzepaszczone przez standardowe oczekiwania nauczycieli, przez brak wiedzy na temat specyfiki funkcjonowania i rozwoju uczniów z różnorodnymi dysfunkcjami, przez brak zrozumienia i chęci docierania do indywidualnych potrzeb uczniów. A do tego z zupełnie innych przyczyn czujemy się jako grupa zawodowa sfrustrowani, przemęczeni.

No i pewnie w ten sposób można by wymieniać polskie bolączki edukacji włączającej, tylko to nic nie zmienia. A o zmianę tego co złe, trudne, niewłaściwe, tu chodzi.

Czego potrzeba? Dobrej diagnozy stanu aktualnego na początek – jak wyglądają szkoły, z czym i jak sobie radzą/ nie radzą nauczyciele, gdzie są zewnętrzne zasoby do pomocy. Po części już pierwsze światełka w tunelu zrobiły badania w ramach dostępności placówek oświatowych i pierwsze raporty w tym zakresie. A że nie badają tego co najważniejsze, to inna kwestia – tego jak pracują nauczyciele, jak indywidualizują pracę  na zajęciach, w bezpośrednim kontakcie z różnorodnymi potrzebami uczniów stanowią o autentycznej inkluzji. Gdzie jest system wsparcia różnorodnych instytucji, organizacji, fundacji? Dla przykładu warto zapytać nauczycieli, jak oceniają pomoc poradni psychologiczno-pedagogicznych; jakie wsparcie otrzymują z punktów pomocy społecznej czy instytucji wsparcia kryzysowego? Dostępność placówki edukacyjnej nie mierzy się windą i korytarzem odpowiedniej szerokości czy podjazdem. Mierzy się akceptującym nastawieniem ludzi – kadry, uczniów do wszelkiej inności czy lepiej różnorodności… a tego musimy się jeszcze długo uczyć. Mierzy się rozumieniem, ze owa różnorodność to wielki zasób, z któego można korzystać, a nie przeszkoda i trudność.

Dużo jeszcze przed nami do zrobienia. Ale cieszy fakt, że do idei edukacji otwartej czy jak ktoś woli włączającej,  wracamy. Bowiem niedawno w IBE odbyła się konferencja podsumowująca projekty pilotażowe „Szkoły dostępnej dla wszystkich” czy też podsumowanie projektu dotyczącego oczekiwań nauczycieli w zakresie zmian umożliwiających realizację idei inkluzywności.

To temat do którego nie raz będziemy wracać, raportując Państwu wszelkie zmiany i postęp w obszarze edukacji włączającej.