Już blisko rok za nami bez tzw. „prac domowych”. W kwietniu 2024 weszło w życie rozporządzenie, mocno ograniczające zadawanie przez nauczycieli prac domowych w szkołach podstawowych. W młodszych klasach może zadać jedynie prace rozwijające motorykę małą, natomiast na drugim etapie edukacyjnym tylko pracę, którą uczeń może ale nie musi wykonać; praca ta podlega jedynie udzieleniu informacji zwrotnej bez ustalanie oceny cyfrowej.
Owe rozporządzenia nie było tylko wynikiem obietnicy wyborczej, ale tez efektem badań, które pokazały, że zbyt dużo prac domowych nie przekłada się na efektywność procesu edukacyjnego i wyniki osiągane przez uczniów. Nadmierna ilość prac domowych w polskich szkołach stała się przedmiotem dyskusji w kontekście ich niekorzystnego wpływu na dobrostan psychiczny, społeczny a nawet fizyczny uczniów.
Doświadczenia międzynarodowe w zakresie ilości czasu poświęcanego „ na szkołę” po szkole są zróżnicowane. Niemniej, biorąc pod uwagę to, że średnia liczba godzin poświęconych na prace domowe w krajach OECD to ok. 5 godzin, można uznać, że polscy uczniowie poświęcają średnio około 1,5 godziny więcej na prace domowe niż uczniowie innych krajów OECD.
Co dziś mówią nauczyciele i rodzice? Niestety nie mamy badań, które pokazywałyby czy udało się wyeliminować negatywne skutki nadmiaru prac, które stały za ich ograniczeniem czyli m. in. nierówności społeczne, nadmierne obciążenie czasowe i psychiczne, wysoki poziom stresu…
Jako że jak wspomniano naukowych opracowań brak, to sięgnęliśmy po luźno wygłaszane zdania nauczycieli, którzy w zasadzie jednym głosem mówią, że uczniowie niestety nie podejmują z własnej inicjatywy prac, za które nie otrzymują oceny.
Mocno podkreślają fakt, iż ogromną trudnością jest udzielnie takiej informacji zwrotnej, którą uczeń wykorzysta do samorozwoju – brakuje umiejętności po jednej i drugiej stronie. Nauczycielom – tworzenia konkretnej, krótkiej, trafiającej do ucznia informacji zwrotnej a uczniom rozumienia i wprowadzenia w czyn podpowiadanych wskazówek. Niestety utrwalił się schemat uczenia się dla stopnia, nie dla wiedzy i umiejętności, szczególnie na etapie szkoły podstawowej.
Coraz częściej akcentują również fakt, iż praca w domu kojarzy się uczniom głównie z zdaniem pisemnym i jego brak oznacza „nic nie robienie” czyli uczniowie nie zaglądają podręcznika, nie ćwiczą umiejętności, nie poszerzają treści poznanych na lekcji o kolejne zagadnienia. Nauczyciele odbierają to jako lekceważący stosunek do obowiązków szkolnych, a uczniowie jako brak tych obowiązków. Pedagodzy podkreślają fakt, iż brak samodzielnych ćwiczeń po lekcji nie wpływa powtórzenie i utrwalenie niezbędnych kompetencji, co zapewne odbije się na wynikach diagnoz edukacyjnych.
Rodzice są mocno podzieleni. Dla jednych „brak pracy domowej” oznacza możliwość odpuszczenia sobie kontroli pozaszkolnego procesu edukacyjnego i w zawiązku z tym dołożenie dziecku dodatkowych zajęć lub wprost przeciwnie – pozwolenia na większą ilość czasu spędzanego przed ekranem. Raczej wyjątkowo jednostki podkreślają, że przeznaczyli ten uzyskany wolny czas na spędzenie go w rodzinnym gronie – wspólne wyjścia, wycieczki czy zabawy.
Inni rodzice, przywiązujący wagę do wykształcenia, martwią się tym stanem, próbując z dzieckiem dodatkowych ćwiczeń, działań, czasami korepetycji lub niejako „przymuszania” do wykonanie poznanych na lekcji treści w szerszym czy dodatkowym zakresie. Niektórzy posuwają się do tego, iż proszą nauczycieli o zadawanie, bo „ jak Pani nic nie zada, to nawet plecaka nie chce rozpakować”. To też pokazuje ciekawe zjawisko rodzicielskiego autorytetu czy też relacji rodzice – dziecko. Nauczyciele się bronią przed takimi prośbami (chociaż czasami chętnie by coś dodatkowego polecili i ocenili), ponieważ zawsze w klasie jest rodzic, który przestrzega zasady „ nic nie zadawać”, chociaż formuła ta jest nieprawdziwa i niezgodna z prawem.
I ci dalej? Nie wiemy…Czekamy na jakieś mądre badania, które pokażą, gdzie leży złoty środek pomiędzy: czas wolny po szkole a dbałość o rozwój edukacyjny dzieci. Czy owa likwidacja prac domowych (oczywiście w określonej formie) była wylaniem dziecka z kąpielą i wielce szkodliwa czy też w perspektywie czasowej okaże się działaniem efektywnym i opłacalnym w kontekście i edukacyjnym, i zdrowotnym.
A może i nasi Czytelnicy chcieliby dołożyć garść swoich obserwacji i uwag w tym zakresie? Zapraszamy!